Zenwalk

Oj, ile mnie już czasu tutaj nie było :) Końcówka ubiegłego roku była dla mnie straszna i po jakiś 14-16 godzinach spędzonych przed komputerem średnio mi się chciało robić cokolwiek oprócz tego co musiałem. Ale sprawy w pracy uporządkowane, sesja zaliczona i można wrócić do spraw bardziej przyjemnych;) Jakiś czas temu zastanawiałem się nad wyborem systemu operacyjnego na stary komputer. Od tamtego czasu, aż do nie dawna, używałem na nim Slax. Ale jakiś tydzień temu wpadła mi w ręce dystrybucja, o której w sumie nic wcześniej nie słyszałem. A mowa o Zenwalk. W sumie bez większego entuzjazmu zainstalowałem ten system na swoim komputerze, ale już po kilku minutach użytkowania mój entuzjazm wzrósł, i to bardzo.

Zenwalk to dystrybucja oparta na bazie Slackware'a. Domyślnym środowiskiem tej dystrybucji jest XFCE, dzięki czemu system ten płynnie działa nawet na starszych komputerach. W dystrybucji tej urzekła mnie jeszcze jedna rzecz: domyślnie instalowane jest oprogramowanie zgodnie z zasadą "jedno zadania, jedna aplikacja", czyli mamy jedną przeglądarkę internetową, jeden komunikator, jednego klienta poczty elektronicznej itd. Jest to rozwiązanie świetne, ponieważ gwarantuje przejrzystość oraz pozwala zaoszczędzić miejsce na dysku. Oczywiście, jeżeli komuś dobrany zestaw aplikacji nie pasuje, to ma do dyspozycji dodatkowe pakiety.

Zenwalk, jak wcześniej wspomniałem, doskonale radzi sobie na starszych komputerach. W porównaniu do innych dystrybucji komfort pracy jest naprawdę imponujący i z testowanych dystrybucji szybszy był chyba tylko Damn Small Linux. Niestety, pomimo dosyć sporej popularności systemu na zachodzie, ciężko jest znaleźć polskojęzyczne strony dot. Zenwalk, co może stanowić pewne utrudnienie dla użytkowników posługujących się jedynie ojczystym językiem;) Chyba jedyne co udało mi się znaleźć to Polskie Forum Zenwalk.

Pomimo wspomnianych niedogodności gorąco polecam :)

Informatyzacja urzędów c.d

Wczoraj pojechałem do Elbląga na spotkanie dla Użytkowników Oprogramowanie Użytkowego "Pomost", podczas którego zaprezentowane zostały nowe funkcje wprowadzone do oprogramowania w ramach wersji 20-2.0. POMOST to system informatyczny, który wspomaga działalność Pomocy Społecznej w realizacji ustawowych zadań. System gromadzi i przetwarza informacje o działaniach podejmowanych na wszystkich poziomach organizacyjnych w celu właściwego planowania i realizacji polityki społecznej państwa. Główne obszary działania Oprogramowania Użytkowego POMOST obejmują najważniejsze aspekty funkcjonowania jednostek Pomocy Społecznej. OU POMOST powstało w ramach projektu o nazwie Automatyzacja Systemu Urzędów Pracy i Organizacji Pomocy Społecznej – „ALSO” (Automation of the Labour and Social Welfare Organization). Informacje dot. wersji 20-2.0, zaprezentowane przez przedstawiciela firmy Sygnity były dosyć ciekawe, ale najbardziej zaciekawiły mnie informacje dot. prac nad nową wersją aplikacji.

Do tej pory Pomost pracował na Progress 9.1B a jego użytkowanie wymagało instalacji na stacjach klienckich systemu z rodziny Windows. Rozwiązanie tego typu wymuszało na Jednostkach Organizacyjnych Pomocy Społecznej pewnych nakładów finansowych (za Progress i Windows trzeba płacić) oraz ograniczało wolność w doborze platform systemowych wykorzystywanych w codziennej pracy. Nowa wersja POMOST-u niesie za sobą wręcz rewolucyjne zmiany:

  • system będzie dostępny również dla użytkowników wolnych systemów operacyjnych,
  • wykorzystanie Java i JBoss,
  • zrezygnowano z Progress'a na rzecz Firebird, co z pewnością pozwoli jednostką pomocy społecznej zaoszczędzić trochę pieniędzy,
  • wprowadzono wsparcie dla współpracy systemu z pakietem OpenOffice.org .

Wprowadzenie powyższych zmian umożliwi Jednostkom Organizacyjnym Pomocy Społecznej wybór platform systemowych, na których chcą pracować. Pocieszający jest fakt, iż zmiany skłaniające się w kierunku darmowych i wolnych rozwiązań wymusiło na dostawcach Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej. To dobry znak, iż nasz rząd wreszcie dostrzegł, że informatyzacja w urzędach może być przeprowadzona przy zastosowaniu darmowych rozwiązań, co w skali całego kraju z pewnością przyniesie spore oszczędności :)

Co drzemie w ludzkich głowach...

Ostatnimi czasy często zastanawiam się nad tym, jak wiele strasznych rzeczy drzemie w ludzkich głowach. Często nawet nie potrafimy sobie wyobrazić, do czego zdolni są ludzie... Zdążyłem oswoić się z myślą, że na świecie żyją powaleni pedofile, zoofile, gwałciciele, mordercy i cała reszta skrzywieńców. I szczerze mówiąc myślałem, że już nic nie jest w stanie mnie zdziwić... A jednak się myliłem...

Kilka dni temu pożyczyłem od koleżanki z pracy film pt. "Kanibal z Rotenburga". Akcja filmu zaczyna się od tego, że młoda Amerykanka Katie Armstrong pisze pracę magisterską na temat przypadku kanibala-zabójcy Olivera Hartwina. Hartwin zostawił wiadomość w internecie, że poszukuje osoby, która w miłosnym akcie poświęcenia dałaby się zjeść żywcem... I znajduje taką osobę... Podczas filmu prezentowane są sylwetki naszych "bohaterów", a przedstawione wydarzenia z ich życia pokazują, jak kształtowały się ich chore żądze. W rezultacie wspomniani wyżej Panowie spotykają się i jeden zjada drugiego. Fabuła może niezbyt smaczna, ale jakie ogarnęło mnie zdziwienie, jak dowiedziałem się, że film ten oparty jest na rzeczywistej historii!

Pierwowzorem przedstawionego w filmie kanibala był niemiecki informatyk Armin Meiwes, który w marcu 2001 zamordował i częściowo zjadł poznanego przez internet mężczyznę Bernda Jürgena Armando Brandesa. Treść zamieszczonego przez Miewesa ogłoszenia brzmiała następująco:

"Suche gutgebauten 18 - 30 Jährigen zum Schlachten. Der Metzgermeister" (Poszukuje dobrze zbudowanego (mężczyzny) w wieku od 18 do 30 lat w celu zarżnięcia . Mistrz rzeźnik.

Nie będę się wdawał w szczegóły tego aktu (informacji na ten temat w sieci jest pełno) tylko dodam, że Meiwes przez kilka miesięcy jadł Jürgena, a kawałki jego ciała trzymał w zamrażalniku... A jak się jego zapasy kończyły dał ogłoszenie, że chce jeszcze.

Nie mam pojęcia, skąd się biorą u ludzie takie pomysły. Przypadki kanibalizmu wśród ludzi znane są od dawna, wiele dzikich plemion praktykowało kanibalizm, ale jeszcze nigdy nie słyszałem o człowieku, którego marzeniem jest być zjedzonym. Nie mieści mi się to wszystko w głowie...

Damn Small Linux

Wczoraj odkurzyłem mój stary komputer, którego konfiguracja jest wręcz oszałamiająca:

  • Procesor AMD K6-2 3DNow! 333 MHz,
  • 128 MB RAM,
  • Dysk twardy 2,1 GB,
  • karta graficzna, muzyczna itd.

Znalazłem jeszcze jakąś kartę sieciową i postanowiłem, że postaram się jakoś to wszystko uruchomić ;) Pierwszy system o jakim pomyślałem to Xubuntu, ale z góry było pewne, że z powodu małego dysku twardego nie da rady, ponieważ przy instalacji Xubuntu nie ma możliwości wyboru pakietów i wszystko instaluje się jak leci. Postanowiłem więc poszukać czegoś "mniejszego" i tak trafiłem na dystrybucję Damn Small Linux. Jest to dystrybucja typu LiveCD, oparta na systemie Knoppix. Pierwsze co mnie pozytywnie zaskoczyło to jej rozmiar - obraz zajmował coś ok. 50 MB :) No więc postanowiłem, że odpalę ten system na moim super sprzęcie :) Pierwsze co sprawdziłem, to sieć - DSL bez problemu poradził sobie z jej wykryciem (DHCP). Po uruchomieniu systemu zdziwiłem się jeszcze bardziej, bo okazało się, że da się na tym systemie pracować:) Damn Small Linux zawiera m. in. menadżer okien Fluxbox, xmms, przeglądarkę Firefox, komunitor Naim (AIM, ICQ, IRC), Xpdf itp. Wiem, że w/w aplikacje to żaden szał, ale biorąc pod uwagę fakt, że zapakowano to wszystko w 50 MB to można poczuć się pozytywnie zaskoczonym :) Wszystko na moim "dziadku" chodzi bardzo płynnie, nie ma problemu z wyświetlaniem stron itd. Grzebiąc dalej dostrzegłem, iż istnieje opcja instalacji tego systemu na dysku. Nie mając nic do stracenia postanowiłem zobaczyć, jak wygląda instalacja DSL i muszę stwierdzić, że jest jeszcze prostsza niż instalacja Ubuntu (a myślałem, że to nie możliwe ;) ) i ogranicza się do kilkukrotnego zatwierdzenia pytań na "tak". Instalacja systemu zajęła kilka minut, później pozostał tylko restart systemu i działa :)

Podsumowując muszę stwierdzić, że DSL zaskoczył mnie bardzo pozytywnie :) A może ma ktoś lepsze propozycje na system na takim superszybkim kombajnie? Będę wdzięczny za podpowiedzi.

Linux w każdej rosyjskiej szkole

Osoby obserwujące próby wpłynięcia środowisk związanych z Wolnym Oprogramowaniem na podejście rządu do tej tematyki wiedzą, jak topornie to idzie. W zasadzie każda inicjatywa mająca na celu zwrócenie uwagi rządzących na Wolne Oprogramowanie i korzyści jakie płyną z jego użytkowania kończy się odpowiedzią typu "całym sercem i umysłem popieramy wolne oprogramowanie, ale...". No właśnie, tych "ale" jest zawsze dużo i rzadko mają one coś wspólnego z logiką.

Dlatego Panowie i Panie politycy! Bierzcie przykład z naszych wschodnich sąsiadów :) Oni zamiast szukać problemów wprowadzają nowe rozwiązania... Otóż Leonid Reiman, rosyjski Minister Komunikacji, oznajmił że do 2009 roku we wszystkich rosyjskich szkołach zostanie zainstalowana miejscowa dystrybucja Linuksa. Prawdopodobnie instalowanym systemem będzie rosyjska dystrybucja ALTLinux, która ma być specjalnie przystosowana do potrzeb edukacyjnych. Docelowo wdrażanie w/w projektu ma być zakończone do 2009 roku. Celem akcji jest uniezależnienie się od zagranicznych dostawców oraz zmniejszenie kosztów (co przecież jest oczywiste).

Więcej informacji na ten temat znajdziecie na stronie CNews.

Holograficzny laptop Vaio Zoom

Jakiś czas temu na blogu radmena brałem udział w dyskusji mającej pomóc mu w wyborze laptopa. Jednym z zaproponowanych modeli notebooków był Asus F5R-AP172. Sam osobiście mam lapotpa firmy Asus i od strony wizualnej (oczywiście nie tylko ;) ) naprawdę mi się podoba. Jednak wśród opinii dot. tych laptopów pojawiła się następująca:

"Srebrne obudowy są dresiarskie. :D".

Jeżeli ktoś uważa, że srebrna obudowa laptopów jest dresiarska (chociaż nie wiem, czy każdy z nas tak samo interpretuje to pojęcie), to proponuję spojrzeć na to:
Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us

To, co widzicie powyżej to projekt nowego komputera przenośnego - Vaio Zoom, opracowany przez pracownię Yanko Design. Urządzenie zbudowane zostało w oparciu o technologię holograficzną. Charakterystyczną cechą tego komputera jest cienki, szklany wyświetlacz, który po wyłączeniu notebooka staje się przezroczysty. Użytkownik otrzymał ponadto do dyspozycji klawiaturę wyposażoną w czułe na dotyk sensory ( po wyłączeniu staje się ona matowa ) oraz myszkę z holograficznymi klawiszami.

Może i laptop jest "dresiarski", ale mi się naprawdę podoba :) Szkoda, że to tylko prototyp, ale myślę, że już niedługo będziemy mogli postawić urządzenia tego typu na swoich biurkach (oczywiście o ile fundusze na to pozwolą ;) ).

Student zawsze kopany jest w d....

Każdy kto studiował wie, jak ciężko jest dopiąć studencki budżet ;) Niestety, często się zdarza, że i tak małe środki finansowe będące w dyspozycji studentów przez czyjeś niedopatrzenie są jeszcze skromniejsze i to bynajmniej nie z winy studenta... Moja znajoma w tym roku rozpocznie studia na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie. Przeglądając informacje o swojej nowej uczelni dowiedziała się, że UWM nie zdąży w tym roku na czas z wydaniem legitymacji studenckich. Władze uniwersytetu jako winnego tego opóźnienia wskazują dostawcę z Rzeszowa (jaka jest prawda to nie wiem, ale wiem z doświadczenia, że z dostawcami to różnie bywa) i informują, że studenci otrzymają swoje legitymacji dopiero ok. 20 października. Niestety, brak legitymacji studenckiej powoduje brak uprawnienia do zniżek na przejazdy w komunikacji publicznej. Na szczęście olsztyńskie MPK poszło studentom na rękę i będzie honorowało przejazdy ulgowe na podstawie indeksu, natomiast z PKP i PKS tak łatwo nie pójdzie...

Moim zdaniem sytuacja ta jest trochę krzywdząca i szkoda, że czyjeś niedopatrzenie odbija się właśnie na budżecie studentów. Najgorsze jest to, że jak to bywa w naszym kraju, nikt za to nie oberwie po uszach....

OOXML przegrał w ISO

Jak zapewne wszyscy zorientowani w temacie wiedzą, norma Office Open XML przepadła w ISO :) Niestety, wszystko wskazuje na to, że to jeszcze nie koniec wojny, ale należy się cieszyć z tego, że wszystko idzie w dobrym kierunku :)

Aktualny stan rzeczy zawdzięczamy następującym państwom: Brazylia, Kanada, Chiny, Dania, Czechy, Ekwador, Francja, Indie, Iran, Irlandia, Japonia, Korea Płd, Nowa Zelandia, Norwegia, Filipiny, RPA, Tajlandia, Wielka Brytania.
Niestety, jak zauważyliście, naszego kraju nie ma w wyżej wspomnianych... Stanowisko Polski brzmiało "Approval with comments”, tylko że kwestia komentarzy nie miała w tym przypadku wielkiego znaczenia.

Dla tych co nie orientują się w sytuacji przypomnę o co chodzi: otóż cała sprawa dotyczy standardu zapisu dokumentów elektronicznych. Ustanowienie tego typu standardów umożliwia użytkownikom różnych platform sprzętowych i programowych na swobodne wymienianie się dokumentami. Smaczku dodaje fakt, iż taki standard już istnieje - chodzi o OpenDocument Format (ODF), który jest wspierany przez kilka programów biurowych pochodzących od różnych producentów. Niestety, Microsoft zamiast dostosować swoje oprogramowanie do ODF postanowił tradycyjnie narzucić swój porządek świata, dlatego stworzył swój format zapisu i robi wszystko, aby został on uznany za standard... Więcej o wadach OOXML można poczytać w serwisie 7thGuard.net.

Inrormatyzacja urzędów

Na stronie http://jakilinux.org trafiłem na artykuł opisujący proces wdrażania OpenOffice.org w jednym z urzędów administracji miejskiej. Jestem gorącym zwolennikiem prezentowanych rozwiązań i postanowiłem zastanowić się, czemu polskie urzędy nie korzystają z dobrych praktyk stosowanych z powodzeniem w innych państwach. Nie chcę się powielać, więc przytoczę fragment mojego wpisu ze starego bloga:

Jak powszechnie wiadomo, rynek oprogramowania w urzędach zdominowany jest przez firmę Microsoft. Koszt wyposażenia jednego stanowiska w podstawowe oprogramowanie, czyli system operacyjny i pakiet biurowy, stanowi całkiem spory wydatek i w skali całego kraju są to naprawdę wielkie pieniądze. Osobiście wychodzę z założenia, iż na informatyzacji nie należy oszczędzać, ale w tym przypadku nasuwa się pytanie o zasadność takiej polityki. Przeciętny urzędnik w swojej pracy używa pięciu aplikacji: WWW, e-mail, prezentacja graficzna, edytor tekstu i arkusz kalkulacyjny. W związku z powyższym, dlaczego nie wprowadzić do polskich urzędów wolnego oprogramowania, które swoimi możliwościami i funkcjonalność nie ustępują niczym produktom firmy Microsoft, a często nawet okazuje się zdecydowanie od nich lepsze?


W związku z powyższym, na pierwszy rzut oka wydaje się, że wprowadzenie rozwiązań open source w naszych urzędach to wspaniały pomysł. Ja również tak twierdzę, ale z punktu widzenia osoby pracującej w administracji samorządowej muszę stwierdzić, że osoby odpowiadające za informatyzację w urzędach, podzielające moje zdanie natrafią na wiele problemów:

  • Duży odsetek osób zatrudnionych w administracji stanowią osoby starsze, które i tak zrobiły wielki krok ucząc się obsługi komputera. Ich przyzwyczajenie do używanych już aplikacji jest silniejsze od zdrowego rozsądku ;)
  • Powyższy problem dotyczy również często przełożonych, do których należą decyzje. Pracowników można zmusić do pewnych rzeczy, ale z szefem sprawa wydaje się nieco trudniejsza ;)
  • Używania aplikacji jedynej słusznej firmy wymaga współpraca z jednostkami nadrzędnymi (np. na poziomie województwa), ponieważ wysyłają one np. do jednostek podrzędnych skomplikowane dokumenty stworzone za pomocą Excela, które dobrze otwierają się tylko na nim.
  • Rozwiązania systemowe wymagają od firm i urzędów używania systemu Windows (przynajmniej na jednym stanowisku). Mam tutaj na myśli np. zusowską aplikację Płatnik, której używanie jest obowiązkiem. Na szczęście, ostatnio sprawy idą w dobrym kierunku i wszystko wskazuje na to, że sytuacja ta się zmieni.



Problemów tego typu jest z pewności jest o wiele więcej, ale to są pierwsze, które przychodzą mi do głowy. Biorąc pod uwagę niskie budżety na informatyzację (a wierzcie mi, że w wielu urzędach są one śmiesznie niskie) przeprowadzka na rozwiązania open source jest wręcz rozwiązaniem wspaniałym, ale zanim do tego dojdzie konieczne jest zastosowanie pewnych rozwiązań na poziomie rządowym. A o to będzie ciężko....

Bieszczadzkie wspomnienia :)

Minęły już trzy dni od mojego powrotu do "normalnego" życia, ale muszę przyznać, że dopiero dzisiaj udało mi się wbić w wir pracy ;) Jednak wspomnieniami jestem gdzieś daleko... Wczoraj Pan listonosz przyniósł mi kopertę, której zawartość stanowiła płytka ze zdjęciami z Bieszczadów (dziękuje Pepech). Trochę się przeraziłem, jak okazało się, że jest na niej ponad 1200 zdjęć i uświadomiłem sobie, że musze dokonać pewnej selekcji. Dzisiaj wybrałem wstępnie około 100 zdjęć (tych, co do których jestem pewien, że chcę je mieć).

Jeżeli ma ktoś ochotę ze mną powspominać to zapraszam do galerii zdjęć.